Blog o podróżowaniu, smakowaniu i poznawaniu. Czego? Wszystkiego! Historii, kuchni, religii, zawodów…
facebookpinterest google-plusinstagramyoutube

Spacer po dnie jeziora, Tuz Gölü

Wiedzieliśmy, iż przemierzając Centralną Anatolię, gdzieś na trasie pomiędzy Ankarą, a Kapadocją , natrafimy na Jezioro Tuz. Owszem, mogliśmy wybrać nieco krótszą trasę, jednak że już tyle zachwytów słyszeliśmy o tym miejscu, uznaliśmy iż grzechem byłoby nie przekonać się o tym na własne oczy.

Jezioro Tuz (tuz po turecku oznacza sól), jest drugim pod względem wielkości, jeziorem w Turcji. Mimo iż nie jest największe, w kraju znane jest równie dobrze jak miejscowy gigant – Van. Jest to jezioro słone. Jego powierzchnia waha się od 1600 do 2500 km² (w zależności od pory roku). Na mapie zaznaczone jest jako niebieska plama, co może wprowadzić w błąd, ponieważ przez większą część roku nie uświadczy się tam wody.

DCIM100GOPROGOPR1741.

Jadąc tam w połowie października, nie byliśmy pewni jaki jego stan zastaniemy. Przeszło nam przez myśl, iż możliwe jest, że jesienią napotkamy tam nieco wody, może po kostki? Nie. Chociaż możliwe, iż gdzieś, kilka kilometrów dalej, natrafilibyśmy na nią, jednak w zasięgu wzroku jej nie uświadczyliśmy. Efekt tego wszystkiego był taki. Zjawiskowy spacer po dnie jeziora. Po soli.

Poziom zasolenia jeziora Tuz, wynosi około 33%. To właśnie stąd czerpie się około 300 tys. ton soli spożywczej, co daje około 60% rocznej produkcji kraju. Próbowaliśmy. Rzeczywiście, ziemia po której stąpaliśmy to sól. Na prawo, na lewo, z tyłu i przodu, wszędzie wokół, gdzie nie sięgniesz wzrokiem. Chwilami zdarzało się, że widzieliśmy miraże, czego obiektyw aparatu nie mógł uchwycić. Było to właśnie nic innego jak fatamorgana, złudzenie obecności wody.

DCIM100GOPROGOPR1748.

Z perspektywy czasu, z lekkim żalem muszę przyznać, iż sfrajerowaliśmy nie zostając tam na noc.

Spokojnie, można było oddalić się od brzegu kilka kilometrów i rozbić sobie namiot po środku niczego. Sama nie jestem pewna, dlaczego nie wykorzystaliśmy takiej sytuacji. Jedyne co przychodzi mi na myśl to fakt, iż każdego dnia, czy to z rana, czy to wieczorem, tworzyliśmy sobie zarys tego następnego. Nie tyle szczegółowy plan, ile właśnie zarys… np. jaką trasą, do jakiego miejsca chcielibyśmy dotrzeć i chyba spacerując po jeziorze Tuz, gdzieś z tyłu głowy mieliśmy dotarcie do Kapadocji. Dlatego po przespacerowaniu się, wróciliśmy na trasę.

Lekcja z tego dnia? Kiedy znajdziesz się w tak wyjątkowym miejscu, przysiądź na dłużej, ściągnij ten plecak, weź głęboki oddech i zatrzymaj się. Jak uznasz że masz chęć, to nawet i na noc.

A może Wy macie jakieś porady, które byłyby cenne w dalszych podróżach?

20161015_115226

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.