Blog o podróżowaniu, smakowaniu i poznawaniu. Czego? Wszystkiego! Historii, kuchni, religii, zawodów…
facebookpinterest google-plusinstagramyoutube

Relacja z Nepalu, cz. 2



…ciąg dalszy części 1, a w nim:

  • Dlaczego kierowca z zachodu nie poradziłby sobie na tutejszych ulicach?
  • Jak miejscowi radzą sobie z chłodnymi temperaturami?
  • Ochrona środowiska? Nie, dziękuję`
  • Religia w Nepalu

Główne arterie miasta w ciągu dnia to nieprzerwany strumień pojazdów. Znaków nie ma nigdzie, więc włączając się do ruchu, trzeba się kompletnie zdać na własną intuicję i umiejętności – „No to wjeżdżam. Walnąłem w coś? Chyba nie, bo nic nie słyszałem.” Miejscowi kierowcy opanowali sztukę jazdy w chaotycznym ścisku do tego stopnia, że nie zwracają już uwagi na takie drobiazgi, że właśnie co o mały włos, a potrąciliby motocyklistę. Swoją drogą ten drugi też nie jest tym poruszony. W momencie, w którym odwiedzaliśmy Kathmandu, Nepal przeżywał akurat kryzys paliwowy. Stacje benzynowe każdego dnia mogły obsługiwać inną grupę pojazdów. Dlatego np. w czwartki tankowały ciężarówki, w piątki motory, w soboty samochody osobowe itd. Długość kolejek na stację przekraczała kilka kilometrów.

Czyżby? 🙂

Temperatury zimą nie rozpieszczają. Jak tubylcy sobie z tym radzą? W gorących krajach śródziemnomorskich, w restauracjach często dostaje się butelkę zimnej wody na „przywitanie” gościa. W Nepalu, w restauracjach, na „dzień dobry” dostaniesz szklankę wrzątku. Najsłynniejsza potrawa to Mo-mo, czyli po naszemu pierożki. Jedzenie jest raczej tłuste, a jeżeli zamówimy coś pikantnego to możemy być pewni, że będzie bardzo pikantne. Rozgrzewające zarazem. Solone orzeszki ziemne? Orzeszki tak, ale z kawałkami ostrych papryczek. Po takiej przekąsce radzę wystrzegać się pocierania oczu. Tutejsza kawa, to gorące bawole mleko, lekko zabarwione na brązowo kawą, doprawione cukrem. Kulinarny szok jest tak wielki, że po kilku dniach takiego jedzenia nasze rozpieszczone, europejskie żołądki ogłaszają strajk. Półtora dnia leżymy w łóżku z gorączką.

Na dachach niektórych domostw widzimy instalacje beczek z panelami słonecznymi, czyli system znany nam chociażby z Turcji. Wykorzystuje on energię słoneczną do ogrzania wody w beczce, która spływa później do kranów w budynku. System w styczniowym Kathmandu okazuje się nie być tak wydajny jak na Tureckiej Riwierze, więc w naszym prysznicu, niezależnie od pory dnia, woda zawsze jest zimna. A centralne ogrzewanie? Grzejniki? Nie ma. Nepalczycy znaleźli prostszy sposób na chłodne dni i noce. Najzwyczajniej w świecie, wszyscy chodzą po domu w kurtkach i czapkach. Gdy w nocy robi się naprawdę zimno, to „okrywamy się dodatkowymi kocami” – jak to określił jeden z mieszkańców.

 

Mały nieporządek ;)

Mały nieporządek 😉

Prawdziwym problemem życia w Kathmandu jest bardzo duże zanieczyszczenie powietrza. W połączeniu z wysokim położeniem (ok. 1400 m. n.p.m.) i otoczeniem miasta (wysokie góry) daje w rezultacie wiecznie wiszący nad miastem smog. Widok policjantów i przechodniów na ulicy w maseczkach lub szmatkach na twarzy, jest wręcz powszechny. Smog widać szczególnie w nocy pod postacią wiszącej nad ziemią mgły. Zapach powietrza zdradza nam jednak, że to nie jest naturalne zjawisko. Nepal w ogóle nie wydaje się być krajem przykładającym wagę do terminu „ochrona środowiska naturalnego”. Świadczą o tym koryta rzek, Bishumati i Bagmati, które są de facto ciągnącym się przez miasto wysypiskiem śmieci.

 

Świątynia Małp i odbudowa stupy Bodhnath

Świątynia Małp i odbudowa stupy Bodhnath

W Nepalu panują dwie religie: hinduizm i buddyzm. W licznych świątyniach spotkać możemy zarówno posągi hinduskich bogów, albo buddyjskie młynki okalające owalną stupę z charakterystycznymi oczami Buddy na szczycie. Kręcić młynkami powinniśmy idąc zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. Wierni wypowiadają w tym czasie słowa mantry. Dosyć częstym widokiem jest swastyka na ścianach budynków. To co negatywnie kojarzy nam się jako symbol nazizmu, w tradycji hinduistycznej symbolizuje szczęście i pomyślność. Najsławniejszymi świątyniami buddyjskimi jest stupa Bodhnath. Uległa ona częściowemu zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi, w czasie naszego pobytu, trwała jej odbudowa. Druga z kolei jest tzw. Świątynia Małp (Swayambunath), również uszkodzona w wyniku kataklizmu. Małpy upodobały sobie to miejsce i bez żadnych kompleksów przechadzają się wśród licznych grup turystów. Stąd też, roztacza się imponująca panorama z widokiem na całe Kathmandu.

 

Buddyjskie młynki i stupa w Świątyni Małp

Buddyjskie młynki i stupa w Świątyni Małp

To koniec części drugiej. Już za parę dni zapraszamy na część trzecią, ostatnią, w której napiszemy:

  • Dokąd emigrują młodzi Nepalczycy?
  • Tutejsza gościnność
  • Nocne życie w Kathmandu

Jeżeli chcesz wrócić do części pierwszej, kliknij tu.

Wejdź  tez na naszego fp na Facebook-u, o tutaj. Zobacz też naszą video relacje poniżej:

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.