Blog o podróżowaniu, smakowaniu i poznawaniu. Czego? Wszystkiego! Historii, kuchni, religii, zawodów…
facebookpinterest google-plusinstagramyoutube

8 barwnych anegdot rezydentów o turystach na wakacjach

O pracy rezydenta można dużo rzeczy powiedzieć, a jedno na pewno – nigdy nie jest nudna. Wyobraźcie sobie. Człowiek każdego tygodnia witający setki nowych turystów, jednocześnie zatrudniony między innymi po to aby rozwiązywać wszystkie ich problemy. Naturalne jest więc, że opiekując się tysiącami ludzi, pod koniec sezonu staje się skarbnicą przeróżnych historii, które wydarzyły się podczas jego pracy. Śmiesznych, zaskakujących, czasami przykrych. Spośród wydarzeń, które przeżyliśmy sami lub nasi koledzy po fachu, postanowiliśmy wybrać te, naszym zdaniem najciekawsze i opisać je poniżej. Zapraszamy.


Wstydliwa sprawa z tamponem

Bardzo nietypowa i niesmaczna sytuacja, więc jeżeli akurat coś jecie to przejdźcie do następnej historii. Kojarzycie głośną sprawę sprzed kilku lat, w której nastolatka podczas wakacji w Egipcie, zaszła w ciążę przez kąpiel w basenie? Nasza turystka postarała się bardzo, żeby jej się coś podobnego nie przytrafiło. Zapobiegliwie zabezpieczyła się tamponem. Następnego dnia, następnym. Później jeszcze jednym. Problem pojawił się gdy próbowała je wszystkie wyjąć. No, ale od czego jest rezydent, prawda? Podeszła do mnie i zapytała się czy mogę jej pomóc w ich usunięciu „bo przecież piloci przechodzą kursy pierwszej pomocy”. Jeżeli czegoś takiego uczą, to mnie najwyraźniej akurat na tej lekcji nie było. Wszystko działo się podczas wycieczki, więc na „czasie wolnym” przeznaczonym na zakupy na bazarze, pojechałyśmy taksówką do najbliższej kliniki, gdzie załatwili sprawę od ręki.

Zacięta w kiblu

Zdarzenie miało miejsce w Tunezji, podczas zbierania autokarem turystów na lotnisko na samolot z powrotem do Polski. Takie transfery zazwyczaj charakteryzują się stresem i pośpiechem wśród niektórych klientów, którzy obawiają się, że coś może pójść nie tak, przez co nie zdążą na swój lot. Dojechaliśmy do ostatniego hotelu. Po przeliczeniu osób wsiadających do autobusu zauważyłem, że brakuje dwóch osób. Poszedłem do recepcji, aby ich poszukać. Podeszła do mnie lekko podenerwowana Pani (jedna z tej dwójki) i powiedziała, że koleżanka poszła do toalety, ale nie może stamtąd wyjść bo zacięły się drzwi od kabiny. Muszę dodać, że kabina była w całości zabudowana więc nie dało się przeczołgać dołem lub przejść górą. Wezwaliśmy hotelowego technika, który próbował wymontować zamek w drzwiach. Na próżno. Z kolei ludzie siedzący już w autokarze, zaczynali się niecierpliwić i sprawdzać co się dzieje.

Na szczęście, okazało się, że nad sedesem, pod sufitem, znajdowało się małe uchylne okienko. Szybka decyzja. Spróbujemy wydostać ją tamtędy. Tym razem specjaliście udało się z powodzeniem wymontować nie drzwi, a okno. Z moją skromną pomocą wyciągnęliśmy Panią przeciskającą się przez wąską framugę. Trwało to dobrych kilka minut. Byłem autentycznie zdziwiony, że dorosłemu człowiekowi udało się przejść przez tak mały otwór. Do tego, cały czas wdrapując się po muszli klozetowej. Koniec, końców Panie miały dużo śmiechu ze swojej przygody, czego nie mogę powiedzieć o kilku ponurych twarzach turystów, którzy  zestresowani czekali w tym czasie w autokarze.

Skarcenie księcia

Historia zdarzyła się naszej koleżance. Kilka dni wcześniej znalazła niedaleko swojego domu, bezdomnego szczeniaczka w krzakach przy drodze. Przygarnęła ją (to jest suczkę) do siebie. Bardzo szybko oszalała na jej punkcie do tego stopnia, że starała się ją zabierać wszędzie ze sobą.

Tego dnia siedziała na dyżurze w ekskluzywnym hotelu, z pieskiem leżącym w torebce. Do jej stanowiska podszedł chłopczyk, który jak się z początku wydawało, chce się pobawić ze szczeniakiem. Szybko jednak zaczął ciągnąć suczkę za uszy, przez co ta piszczała z bólu. Dzieciakowi najwyraźniej sprawiało to radość, bo nie przestawał mimo wielu upomnień koleżanki. W końcu, jej matczyny instynkt wziął górę, wstała i dała młokosowi „po łapach”. Ten z płaczem pobiegł w niewiadomym kierunku.

Po chwili wezwał ją przestraszony menadżer hotelu i zapytał się jej czy wie kim jest ten chłopiec. Odpowiedziała, że nie. „To książę Maroka, więc przeproś go, zanim opowie o tym swojej mamie, księżnej Maroka opalającej się na plaży!”. Należy w tym momencie nadmienić, że królewska rodzina wraz z całą świtą zajęli pół kompleksu składającego się z trzech dużych hoteli obok siebie. Takiego klienta dyrekcja, na pewno nie chciałaby stracić. Koleżanka powiedziała, że nie będzie nikogo przepraszać. Poproszoną ją więc, aby skończyła swój dyżur i opuściła hotel, co też z podniesioną głową zrobiła.

5 gwiazdkowy hotel - na relaksie

5 gwiazdkowy hotel – na relaksie

Siku w autokarze

Najbardziej problematyczni są ludzie pod wpływem alkoholu. Szczególnie gdy są na wakacjach w dalekim kraju, a jednocześnie to Twoi turyści. Zdarzyło się to podczas wycieczki na rafting. Pewna pani podczas całego dnia piła dużo. Za dużo. Podczas powrotu autokarem do hoteli (droga zajmuje 2 godziny w jedną stronę), co chwila zgłaszała, że chce skorzystać z toalety. Raz, drugi, zatrzymaliśmy się. Inni ludzie z kolei, chcieli jak najszybciej znaleźć się w swoich pokojach, lub co jeszcze ważniejsze dla nich, zjeść kolację. Nie mogliśmy zatrzymywać się na każde wezwanie, bo nasza podróż trwałaby w nieskończoność. Poprosiłam więc panią aby przytrzymała swoje potrzeby. Nie obyło się oczywiście bez delikatnej kłótni – „no jak to tak, jak mi się chce”, „to ja się zsikam w autokarze”. No i słowa dotrzymała. Poszła na koniec autobusowego korytarza, ukucnęła i zrobiła co chciała zrobić. Dodam jeszcze, że była na wycieczce z mężem i dziećmi.

Krew w całym pokoju

Nad ranem obudził mnie telefon od turysty. Pan nie czekając na „dzień dobry”, od razu zaczął krzyczeć. „W całym pokoju jest krew. Krew jest wszędzie na ścianach. Całą noc przez to nie śpię!”. Rozbudziłam się w mgnieniu oka. W myślach przeleciały mi przeróżne myśli – masakra, kadry z obejrzanych horrorów, morderstwo w hotelowym pokoju. „Ale co się stało..? Wszyscy są zdrowi? Czy trzeba wezwać lekarza?” – zaczęłam się dopytywać spanikowana. Jego odpowiedź:

„Całą noc latałem z kapciem za tymi **** komarami, ich tu są tysiące, cała ściana jest teraz we krwi, ja całą noc nie spałem”.

En-Taxi

Bohaterzy tej opowieści przekonali się, że podobnie brzmiące słowa w różnych językach, wcale nie muszą oznaczać tego samego. Para udająca się na wakacje do Grecji, wylądowała na lotnisku. Przy wyjściu z hali przylotów zostali przywitani przez Greczynkę kierującą gości w stronę stanowiska biura podróży, gdzie czekałam ja rozdając turystom koperty powitalne i kierując do odpowiednich autokarów rozwożących gości po hotelach. Greczynka nie mówiąca po polsku, myślała, że Państwo dopytują się czy mają iść „tędy?”, aby dojść do rezydenta. Powiedziała więc w języku greckim „endaxi” co oznacza „w porządku”, potwierdzając, że „tak, w tą stronę”. Goście tymczasem usłyszeli „entaxi”. Może gdzieś w kierunku, w którym wskazywała, jednocześnie znajdowała się zaparkowana taksówka, co wzmocniło błędne skojarzenie. Weszli więc do najbliższej taryfy i pojechali nią do swojego hotelu. Koszt przejazdu – 80 euro.

 Wybuchająca lodówka

Kolejny telefon nad ranem. Połączenia o tej porze, z polskich numerów, nigdy nie zwiastują niczego dobrego.

Goście opowiadali zdenerwowani, że z rana zbudził ich odgłos wybuchu. Początkowo byli przekonani że jest to atak terrorystyczny, poczuli ostrą, drażniącą woń gazu. Aby ratować się wyszli na balkon. Głośno wzywali pomocy, krzycząc do sąsiednich pokoi, aż w końcu usłyszał ich przechodzący turysta, który wezwał obsługę. Pracownik hotelu wszedł do pokoju, następnie na balkon, podał gościom ręczniki, dla zasłonienia twarzy i wyprowadził ich, w samych pidżamach, z pokoju na korytarz. Okazało się, że źródłem wybuchu była hotelowa lodówka, a drażniącym gazem amoniak. Na szczęście skończyło się jedynie na strachu.

2 komentarze

    • Kamil, 3 sierpnia 2016, 14:55

    Odpowiedz

    Fajny wpis, bardzo przyjemnie się go czyta 🙂 Wiele taki sytuacji zdarzę na co dzień 🙂

      • Piotr, 3 sierpnia 2016, 21:35
      • Autor

      Odpowiedz

      Dzięki, staraliśmy się nie przynudzać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.