Blog o podróżowaniu, smakowaniu i poznawaniu. Czego? Wszystkiego! Historii, kuchni, religii, zawodów…
facebookpinterest google-plusinstagramyoutube

24 godziny w Bangkoku – jak je wykorzystać?

Zdawałoby się, że 24h na stolicę kraju to całe nic. Bangkok jest prawie 9 milionowym miastem. Ogrom tej liczby może przytłoczyć, jednak jeżeli masz 1 dzień, nawet w największym mieście, po prostu łap co możesz. Miejsca, historię, żarcie i przygodę.

Hotel Sleep Withinn wyniósł nas około 100zł za noc za dwie osoby, chociaż tuż obok, oczywiście można znaleźć znacznie tańsze. Chcieliśmy spać w miejscu, które będzie dobrą bazą wypadową do kilku kluczowych miejsc, które chcieliśmy odwiedzić, przy okazji krótkiej wizyty w stolicy Tajlandii.

img_3856

Ulica Khaosan, tudzież Khao San, znajduje się niedaleko centrum i jest znana ze swojego backpakerskiego stylu i stosunkowo niskich cen. Dzielnica ta, nigdy nie śpi. Tam cały czas ktoś przyjeżdża, wyjeżdża, robi zakupy, kosztuje przysmaków w jednej z setek kawiarenek czy warungów, słucha muzyki ulicznych grajków, korzysta z usług licznych gabinetów masażu, pije dużo alkoholu i czasami odjeżdża tuk tukami w stronę klubów, których główną atrakcją są „ping-pong show„. Dzięki ogólnemu rozgardiaszowi, bałaganowi i ściskowi, ulica Khaosan, jest wyjątkowo klimatycznym miejscem.

Khoasan Road. Bangkok.

Jako że ta część Bangkoku nigdy nie śpi, nie ma znaczenia o której zaczniesz swoje 24 godziny, bo o każdej porze jest co robić. Jeżeli chodzi o miejsca godne zobaczenia, rzeczy warte przeżycia, poniżej znajduje się po prostu tyle, ile udało nam się zobaczyć i zrobić w tak krótkim czasie.

Thai massage. Bangkok.

Wieczór przyjazdu, zresztą jak i następny owocował w dużo jedzenia i picia, przy czym nie mam na myśli tu alkoholu. Na każdym rogu znajdują się knajpki i warungi, tj. takie objezdne straganiki doczepione do roweru, oferujące gościom spróbowanie wszystkiego, co w naszym odczuciu było egzotyczne: soki z dziwnych owoców, robaki na patyczkach, w formie szaszłyków lub w kubełkach, makarony, owoce morze i wiele innych. Warto skosztować, choćbyśmy nie do końca byli pewni co to jest. Jeżeli oni mogą to jeść, to znaczy że ja też. Co do samych kosztów poszczególnych posiłków, to za 10 zł i się najesz, i napijesz. Przelicznik w uproszczeniu to 100 THB (bahtów) = ok. 10 zł. Poniżej znajdziecie przykładowe ceny posiłków.

img_4049img_3853img_4048img_4039

Kolejną rzeczą którą spróbowaliśmy był masaż stóp w jednym z „ulicznych gabinetów kosmetycznych”. Usadawiasz się wygodnie na leżaczku na świeżym powietrzu, najlepiej wieczorem, kiedy powietrze nie jest już takie gorące i lepkie, gdzie za około 10zł, będą masować Ci stopy i łydki przez bite pół godziny. Za jakieś 2-3 zł można sobie do tego dokupić świeżo wyciskany sok np. z liczi lub smoczego owocu. Przy czym życie dookoła dalej wre, niezależnie od godziny, jako że wciąż jesteśmy na Khoasan Road. High life.

Próbując ogarnąć najbliższą okolicę, natrafiamy na zjawiskowego ulicznego grajka. Jego instrumentem jest rura od odkurzacza podłączona do jakiegoś wzmacniacza. Kiedy zamkniesz oczy, masz wrażenie jakbyś znalazł się na jakimś Up to Date Festival. Taka hipnotyzująca muzyka idealnie pasuje do tętniącego ulicznego życia. Kup piwko, przysiądź na krawężniku i podziwiaj, jak Bangkok żyje nocą. Pozdro techno.

img_3917

Następnego dnia warto wstać wcześnie i udać się do Wielkiego Pałacu Królewskiego. Kompleks można podzielić na dwie części: tą świecką z pałacem na czele, oraz tą sakralną. Znajduje się tam między innymi świątynia Szmaragdowego Buddy tj. Wat Phra Kaew, czy Prasad Phra Thep Bidom, czyli Królewski Panteon, lub Galeria Ramakien.

img_3968 img_3998 img_4029

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tych okolicach należy uważać, naprawdę. Naganiaczy i naciągaczy jest tutaj… bardzo dużo. Profesjonalnych. Mimo, iż z megafonów wokół atrakcji co chwila płyną komunikaty z prośbą o zachowanie ostrożności, tłumacząc że pracownicy Pałacu Królewskiego znajdują się tylko przy głównym wejściu, przy kasie biletowej… pomimo to, jest bardzo łatwo nabrać się na ubranych elegancko „pracowników” z plakietkami rozdających mapy centrum wraz z zaznaczonymi atrakcjami. Nas uratowali inni turyści, którzy zatrzymali naszego tuk tuka, którym już prawie ruszaliśmy, tłumacząc jak dzień wcześniej sami się na to nabrali, przez co pół dnia zmarnowali wpędzeni w „shopping”, na który nie było ich stać. Mieliśmy farta.

img_3961 img_4028 img_3922

 

 

 

 

 

 

 

img_20160124_122759

 

 

 

 

 

 

 

Po długich godzinach spędzonych wśród pozostałości historycznych, pobieżnej próbie zgłębienia buddyzmu, oraz spacerze powrotnym przez park Sanam Luang, z ust Piotrka padło: „Jeszcze Muai Thai„. Jako że była niedziela, akurat była walka. Sprawdziliśmy na internecie, te najwcześniejsze na Rajadamnern Stadium, znajdującym się około 1,5km od hotelu zaczynały się dość późno, zatem mieliśmy kilka dodatkowych godzin. Bierzemy tuk tuk i jedziemy na bazar. Z chęcią podzielilibyśmy się nazwą samego bazaru oraz „Sexy Pussy Discos” wśród których był on rozstawiony… nic z tego. Wieczorny wypad był dość spontaniczny, a w pamięci mamy głównie migawki 😉

bangkok-by-night-2

Za to Rajadamnern Stadium i walki Muai Thai kojarzę dość dobrze, jako że miejsce wywarło na mnie spore wrażenie, już od pierwszej chwili, głównie z powodu naganiaczy. Ci sprzedawali tuż pod kasą bilety taniej niż w samej kasie. Pokazywali zdjęcia wnętrza budynku i setek ludzi obecnych w trakcie walki. Tłumaczą jak to z kobietą nie ma co brać najtańszych, najdalszych i jednoczenie najwyższych miejsc znajdujących się za kratą. „Tam będą żądni krwi kibice tajscy”. I tak oto pod wpływem emocji (mówię o sobie, kobiecie), kupiłam najdroższe bilety, co by usiąść sobie wygodnie z piwkiem w ręku w strefie tuż pod ringiem. Koszt około 100 zł.

img_4181

Nie róbcie tego. Bez sensu. Najmniej sensownie wydane ciężko zarobione pieniądze. Nie. Tłumów nie ma, jeżeli nie jest to walka na poziomie krajowym i wyższym. W przypadku walk lokalnych, hala jest praktycznie wolna. Znakomita większość tych zajętych miejsc znajduje się właśnie na samym dole, sektorze V.I.P. i jest wypełniona głównie turystami. Jakby nie było, walki muai thai są punktem obowiązkowym w życiu nocnym Bangkoku.

img_20160124_190558 img_4063 img_4203 img_4140

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdawałoby się, że 24h na stolicę kraju to całe nic. Owszem, czym więcej czasu tym lepiej, jednak nawet jednodniowy pobyt można wykorzystać tak, aby sporo zobaczyć i świetnie się przy tym bawić. Kluczowe znaczenie może mieć tutaj zakwaterowanie, a dokładnie jego lokalizacja. Opuszczając te miejsce myślałam sobie: „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”, dodając po chwili, że będzie po co wracać 😉

PO WIĘCEJ BIEŻĄCYCH POSTÓW I KRÓTKICH RELACJI ZAPRASZAMY TU: Poznaję Świat na Facebook
ALBO TU Poznaję Świat na Instagram
ALBO NA NASZ KANAŁ Poznaję Świat na YouTube

1 komentarz

    • Dor, 19 grudnia 2016, 23:05

    Odpowiedz

    Barwne nocne życie w zatłoczonym mieście i fajny barwny opis przeżyć ☺Podoba mi się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.