Podróżowanie jest pasją, którą wspólnie dzielimy, a blog przedłużeniem każdego wyjazdu. Serdecznie zapraszamy do poznawania świata razem z nami.
facebook instagramyoutube

1800km przez Wietnam

Na pewno nie poznaliśmy i nie zobaczyliśmy go w całości, nawet nie śmiemy twierdzić, że zbliżyliśmy się do takiego etapu. Możemy jednak podzielić się tym co udało nam się zauważyć.

Pierwsze wrażenie. Zgiełk, chaos, tysiące skuterów, zero zasad na drogach. Po wyjeździe z miasta – pola ryżowe, góry i ocean z drugiej strony. Miejscami zapierające dech w piersiach widoki. Chociaż i tak ciężko oddychać w tak gorącym i ultrawilgotnym upale.

W kraju mamy obowiązek zameldowania się, jednak nie jest to tak do końca przestrzegane. Aczkolwiek gdy chcieliśmy spędzić noc na dziko pod chmurką, policja wywiozła nas do hotelu. A te są praktycznie na każdym zadupiu i to w całkiem przystępnych cenach, jeżeli oczekuje się tylko i wyłącznie miejsca do spania. Najtaniej, co udało nam się znaleźć, to pokój za 1.5$ od osoby. Nigdy z kolei nie wyszliśmy poza cenę większą niż 5$.

W ogóle ceny tutaj są dosyć ruchome, w zależności od miejsca i sytuacji. Przykładowo. W jednej wiosce za tą samą butelkę wody chcieli 5 tys. dongów, w następnej 10, później 15 i tak w kółko ze wszystkim. Niby można negocjować ale przy takich mikrozakupach spotkało nas tylko wzruszenie ramion.

Mimo, że niby ustrojem panującym jest komunizm to jedyne co na to wskazuje są flagi i plakaty rodem z naszej epoki socrealizmu. Tak poza tym to zobaczyliśmy na swojej drodze setki tysięcy drobnych prywatnych biznesów. Domy specjalnie budowane są wąskie (za to nawet kilkadziesiąt metrów wgłąb) aby każdy z nich miał dostęp do głównej ulicy. Partery swoich domów ludzie wykorzystują jako miejsce na swój sklep, jadłodalnie, punkt usługowy czy co kto tam wymyśli. iPhone w ręku Wietnamczyka to standard. Każdy skuter czy samochód może z miejsca przeobrazić się w taksówkę, co akurat przy podróżowaniu autostopem doprowadziło nas do wielu nieporozumień.

Tanio wychodzi jedzenie „na ulicy” bo można napełnić brzuch już za 1$. Standardowe danie? Składniki podawane są na oddzielnych talerzach, a główny z nich to oczywiście ryż. Do tego mięso, wieprzowina, kurczak lub ryby albo owoce morza. Ciekawostką jest stały element zielony, czyli różnego rodzaju krzaczki – typu mięta, pietruszka, anyż itd. Wszystko to maczamy w przeróżnych sosach, zazwyczaj ostrych. Danie zwieńczone zostaje zupą, a raczej wywarem z przegotowanych warzyw czy innej zieleniny, bardzo lekki w każdym razie. Kultura przy stole jest bardzo nieskrępowana. Odpadki rzuca się na ziemię tam gdzie się siedzi. Ktoś to i tak w końcu zamiecie. Głośne bekanie i mlaskanie jak najbardziej dozwolone.

Co do alkoholu, za kołnierz tu nie wylewają. Najpopularniejszy napój to piwo, zmrożone albo z lodem, idealne przy tutejszym klimacie, no i do tego zakąski oczywiście. Wietnamczycy piją szybko. Tak szybko, że stawiają sobie przy stoliku całą zgrzewkę, żeby nie tracić czasu na chodzenie po następne. Za każdym łykiem wszyscy stukają się szklankami. Bez toastu nie upiją nawet łyka. Zaczynają około zmierzchu, ale już po 22 próżno kogolwiek szukać na ulicy. Całodobowy? Zapomnij.

Wifi i darmowy internet znajdziemy tu łatwiej niż w Japonii. Praktycznie w każdym lokalu i hoteliku. Dużo jest sieci zupełnie otwartych, a jeżeli już jest zabezpieczona to mamy jakieś 25% szans, że hasłem okaże się „12345678” 🙂 .

Komunikacja z miejscowymi jest mocno ograniczona. Po 2 tygodniach skończyliśmy z angielskim i przeszliśmy na polski plus gestykulacja. Skutek ten sam. I właśnie brak możliwości dogadania się jest tu najbardziej męcząca. Chociaż nie można powiedzieć, żeby miejscowym to przeszkadzało, uśmiechają się, witają i gadają po swojemu, niewzruszeni naszymi nic nie rozumiejącymi minami.

Jedną z najbogatszych grup zawodowych są policjanci. Podobno łapówki są tu na porządku dziennym, a za puszczenie zatrzymanego pojazdu przez drogówkę płaci się średnio 4$. A ciężko jest kogolwiek złapać za prędkość, bo wszyscy poruszają się max. 60km/h (nawet na dwupasmówce) tyle co skutery i ciężarówki, które zawalają całe szerokości dróg. Dlatego też wszystkie busy dalekobieżne to tzw. „sleeping buses” z łóżkami zamiast siedzeń. Uwaga. Jeżeli masz więcej niż 175cm wzrostu, będziesz mieć problem z rozprostowaniem nóg.

I właśnie z powodu tych mozolnych prędkości nasze 1800km wg. nas wygląda imponująco. Serio.

PS.: jakość zdjęć wynika z tego, iż będąc wciąż w podróży do dyspozycji mamy tylko telefony. Porządna aktualizacja postu nastąpi po powrocie do Polski 😉

PO WIĘCEJ BIEŻĄCYCH POSTÓW I KRÓTKICH RELACJI ZAPRASZAMY TU: Poznaję Świat na Facebook
ALBO TU Poznaję Świat na Instagram
ALBO NA NASZ KANAŁ Poznaję Świat na YouTube

2 komentarze

    • Anna, 5 września 2017, 11:59

    Odpowiedz

    Świetna relacja i zdjęcia. 🙂 Z przyjemnością przeczytałam. 🙂

      • Alicja, 7 września 2017, 18:13
      • Autor

      Odpowiedz

      Dziękujemy za miłe słowo! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.